Spotkanie na odludziu
Dodano: 28 czerwca 2012
Różnie obeszła się historia z wsiami nad wartkim biegiem Wetliny; wszystkie umarły, ale niektórym los sprzyjał, życie do nich wróciło. Wróciło na zgliszcza. Wsi Wetlina dopisało szczęście. Wetlina się odrodziła. Na nowo powstał Smerek, na nowo sąsiednia Kalnica. Dzisiejsi mieszkańcy, nie z dziada – pradziada, ale z własnego świadomego bieszczadzkiego wyboru dostrzegają i cenią ten uśmiech losu, który pozwolił Wetlinie, Kalnicy, Smerekowi istnieć zarówno w naturze, jak i na mapach administracyjnych. Ten uśmiech losu, który jednocześnie rodzi poczucie zobowiązań wobec pobliskich wsi objętych bezapelacyjnym wyrokiem, który zapadał dwa razy, w 1944 i 1947 r. Nie dane im było zmartwychwstać. Lokalizację ludnych niegdyś Zawoju, Łuhu i Jaworca łatwo odnaleźć na turystycznej mapie, jeśli w zielonym tle leśnych połaci wzrok zatrzyma się na pochyłych literach kursywy. Od kilkudziesięciu lat pisane nią słowa nie znaczą nic innego jak nazwy opanowanych przez ekspansywną przyrodę uroczysk: Zawój, Łuh, Jaworzec. Przez stulecia ludzie tu żyli, co znaczy, że rodzili się i umierali w zwyczajnym porządku pokoleń. Dziś o ich życiu świadczą rozsypujące się podmurówki domostw, ledwo dostrzegalne zarysy krętych dróg, walące się kamienne piwnice i studnie. O śmierci - wchłonięte przez bujną zieleń cmentarze. Ostatnim mieszkańcom nie dane tu było umrzeć. Jednych wcześniej wywieziono na wschód, innych później na zachód. I wtedy umarły wsie. 

Na wschodzie i zachodzie pamięć o ziemi ojców trwała i trwa. Wśród nowych mieszkańców Bieszczadów świadomość cudzej pamięci musiała się dopiero narodzić. I narodziła się wraz z poczuciem, że Bieszczady nie były lądem bezludnym, lecz wyludnionym. Każdy z mieszkańców Wetliny, Smereka, Kalnicy ma swoją własną osobistą historię. Bieszczadzcy osadnicy wiodą ją ze swoich stron rodzinnych, z bliskich i odległych części kraju, urodzone tu dzieci i wnuki – już stąd, z Bieszczadów, ale dobrze wiedzą, skąd przybyli rodzice, dziadkowie. Na Ukrainie, na Mazurach, na Pomorzu, na Dolnym Śląsku od kilkudziesięciu lat trwał analogiczny proces. Tam pamięć też trwa, nie zapomniano o wsiach wzdłuż biegu Wetliny. W połowie czerwca z inicjatywy Stowarzyszenia Rozwoju Wetliny i Okolic w nieistniejących opłotkach nieistniejącej wsi Zawój spotkali się ci, którzy wierzą, że pamięć jest obowiązkiem; spotkali się Polacy i Ukraińcy. Pamięć potraktowano jak schedę dzieloną wśród spadkobierców. Okazanym wobec przeszłości szacunkiem zasłużyli na to i jedni, i drudzy.

Jakub Demel, „Nowe Podkarpacie” nr 25/2012.
 
Zdjęcia: Anna Obst, Marcin Dobrowolski, Sebastian Morawski

Więcej o ścieżce historycznej "Bieszczady Odnalezione" możecie przeczytać na naszej stronie: Ścieżka historyczna "Bieszczady Odnalezione" została oficjalnie otwarta
 
 
Dofinansowano ze środków Programu „Działaj Lokalnie VII” Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności realizowanego przez „ Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce” oraz Funduszu Grupy Partnerskiej „Zielone Bieszczady” utworzonego ze środków Gmin: Lutowiska, Olszanica, Ustrzyki Dolne, Zagórz, Solina .